Eldorado. Legenda czy fakt?

Chyba każdy z nas zetknął się z nazwą Eldorado. Legendarna kraina złota, która jest jak kwiat paproci – wszyscy o nim słyszeli, ale nikt go nie widział. Począwszy od hiszpańskiej konkwisty, przez kilka wieków legenda Eldorado rozpalała wyobraźnię żądnych złota i sławy podróżników, awanturników i odkrywców. Na poszukiwania wyruszyło wiele ekspedycji, ale wszystkie zakończyły się porażką. Jak dotąd, nikomu nie udało się odnaleźć legendarnego miasta. Są tacy, którzy wciąż wierzą w jego istnienie. Co jakiś czas można przeczytać doniesienia typu: „Według nowo odkrytego dokumentu z Watykanu Eldorado naprawdę istnieje”. Z kolei polski podróżnik Roman Warszewski zaproponował odważną hipotezę, że Eldorado fizycznie nigdy nie istniało. Ukazywało się tylko w wizjach po spożyciu halucynogenów (głównie ayahuaski).
Są jednak fakty, które tłumaczą powstanie legendy o El Dorado, czyli po polsku o „człowieku olśnionym złotem”. Kiedy Hiszpanie przybyli do Ameryki Południowej, z miejsca zajęli się rabunkiem. Ich pierwszym łupem był okup (około 6 ton złota i 12 ton srebra), jaki otrzymali za Atahualpę – uwięzionego władcę potężnego państwa Inków. Nawiasem mówiąc, po otrzymaniu okupu konkwistadorzy skazali Atahualpę na śmierć. Kolejną porcję cennego metalu znaleźli w Cusco, stolicy dawnego imperium. Wrażliwi na każdą wzmiankę o złocie, na terenie dzisiejszej Kolumbii usłyszeli o ceremonii, która odbywała się cyklicznie nad jeziorem Guatavita. Indianie Muisca, którzy zamieszkiwali tamte tereny, uważali jezioro za święte. Każdy kacyk, który miał objąć władzę, musiał najpierw wziąć udział w specjalnej ceremonii. W tym celu budowana była łódź, która mogła pomieścić nie tylko ludzi, ale też dary dla bogów. Punktem kulminacyjnym było wypłynięcie nowego władcy wraz ze starszyzną na świętą lagunę. Kacyk był obsypywany złotym pyłem i to właśnie on był El Dorado, czyli „ozłoconym człowiekiem”. Po dopłynięciu na środek jeziora wrzucał przywiezione złoto i szmaragdy, a następnie sam zanurzał się w wodzie. Hiszpanie nie mogli widzieć takiej ceremonii, bo zostały one zaniechane na długo przed ich przybyciem. Ale Indianie opowiadali o El Dorado i z czasem historia „ozłoconego człowieka” ewoluowała do rozmiarów złotego miasta, a nawet całej krainy.
A może to wszystko bajka? Raczej nie, bo jezioro Guatavita rzeczywiście istnieje. Jest położone 50 km od Bogoty, stolicy Kolumbii. Co ciekawe, nie do końca wiadomo skąd się wzięło. Niby jest położone w kraterze powstałym po uderzeniu meteorytu, ale badania tego nie potwierdzają. Krater nie jest też pochodzenia wulkanicznego. Oprócz tego, Guatavita jest połączona podziemnymi kanałami z pobliskimi jeziorami. Z tego powodu nie udało się całkowicie spuścić z niej wody i sprawdzić, co jest na dnie. Takich prób było kilka, ale nie przyniosły spodziewanych rezultatów, bo krater napełniał się wodą na zasadzie naczyń połączonych. Co prawda znaleziono przedmioty ze złota, ale jak się okazało, na dnie zalega gruba warstwa mułu i nie pozwala na penetrację. Już chyba nigdy nie dowiemy się, jakie skarby kryje Guatavita, bo w 1965 roku rząd Kolumbii uznał jezioro za pomnik kultury narodowej i zakazał jego eksploracji. Do dziś można oglądać ogromną wyrwę w otaczającym jezioro kraterze, którą wykopano w celu osuszenia świętej laguny.
Jest jeszcze jeden dowód na to, że El Dorado rzeczywiście zanurzał się w wodach świętego jeziora. Dowód ten można oglądać we wspaniałym Muzeum Złota w Bogocie. Jest to największe i najbogatsze na świecie muzeum sztuki złotniczej kultur prekolumbijskich. Najważniejszym eksponatem jest wykonana ze złota Tratwa Muisca. Obrazuje ceremonię, która odbywała się na wodach jeziora Guatavita. Tratwa ma tylko niecałe 20 cm długości, ale jest wykonana z dużą precyzją i nie ma wątpliwości co do tego, jaki rytuał przedstawia.

Kilka lat temu podróżowałem po Kolumbii. W Bogocie poznałem przemiłych ludzi. Zapytali mnie:
– „Byłeś już nad jeziorem Guatavita?”
– „Nie”, odpowiedziałem.
– „Musisz tam pojechać”, usłyszałem.
I następnego dnia zabrali mnie nad jezioro. Mało tego, nie pozwolili mi płacić za autobus. Taka właśnie jest Kolumbia.
W każdym innym kraju Ameryki Południowej taki cud natury jak Guatavita byłby wielką atrakcją turystyczną. Szczególnie, że to tylko 50 km od stolicy. Autokary pełne zagranicznych turystów na pewno kiedyś się zmaterializują, bo Kolumbia w końcu zostanie „odkryta”. Jeśli chcesz oglądać miejsce narodzin legendy o Eldorado w ciszy i spokoju, lepiej się pospiesz!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s