Bar kokainowy

1 stycznia 2012 Boliwia wystąpiła z konwencji ONZ o zwalczaniu nielegalnego obrotu środkami odurzającymi, która uznawała liście koki za nielegalny narkotyk. Liście te są bowiem używane do produkcji kokainy. Ostatnio Boliwia znowu została członkiem tej konwencji ONZ, kiedy w drodze wyjątku zezwolono, by mieszkańcy kraju mogli nadal żuć liście koki. Prezydent Evo Morales, który jest szefem krajowego związku plantatorów koki, bardzo o to zabiegał. Czy słusznie?
Jak wiemy, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Kraje europejskie i USA, które bezskutecznie walczą z napływem południowoamerykańskich narkotyków, chciałyby całkowitej likwidacji plantacji koki. Rozumowanie jest proste: jeśli nie będzie liści, nie będzie kokainy. Kolumbijskie kartele narkotykowe przestaną budować setki prowizorycznych łodzi podwodnych, które służą do przemytu białego proszku drogą morską. Na razie do USA, ale wkrótce zapewne również do Europy. I w ten prosty sposób na Zachodzie zniknie problem narkotyków, a przynajmniej kokainy. Z perspektywy Boliwii sprawa wygląda zgoła inaczej. Od wieków liście koki żuje się jako środek pobudzający, tłumiący głód i zmęczenie oraz łagodzący symptomy choroby wysokościowej, nazywanej soroche. To dlatego Boliwia jest jednym z największych producentów liści koki na świecie. Legalne plantacje zaopatrują mieszkańców w coś, co jest dla nich artykułem pierwszej potrzeby.
Problem w tym, że spora część legalnie hodowanych liści koki używana jest do produkcji kokainy, która trafia potem do USA i Europy. Obecnie najwięksi producenci to Peru, Kolumbia i Boliwia. Zachód robi wszystko, żeby zmniejszyć produkcję, ale prawa ekonomii są nieubłagane. Jeśli jest popyt, to zawsze znajdzie się podaż. Interes jest bardzo dochodowy i nie da się zwalczyć produkcji kokainy likwidując plantacje. Bardzo szybko pojawiają się one w innym miejscu. Stany Zjednoczone wydały 8 miliardów dolarów na walkę z narkotykami w Kolumbii, przez co produkcja w tym kraju spadła, ale w tym samym czasie wzrosła w Peru i Boliwii. Miejscowi farmerzy mając do wyboru uprawianie kukurydzy albo koki, wybierają to drugie. Roślina jest mało wymagająca, liście można zbierać nawet 6 razy w roku, a dochód, jaki uzyskują z hektara jest nieporównywalnie większy. Nad czym tu się zastanawiać?
Rządy Peru i Boliwii dostrzegają zagrożenia płynące z produkcji kokainy. Nawet Evo Morales, wielki krytyk Zachodu, ogłosił plan walki z nielegalnymi plantacjami w parkach narodowych. W tym samym czasie w La Paz młodzi turyści dopytują, gdzie obecnie znajduje się Route 36 – pierwszy na świecie i podobno jedyny bar kokainowy. Co kilka tygodni przenosi się w nowe miejsce. Działa na tej samej zasadzie, co reszta narkobiznesu – popytu i podaży.

Zdjęcia z Boliwii

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s