Argentyna w tarapatach

Argentyńczycy to dumny naród. W większości potomkowie białych Europejczyków, którzy żyją w ósmym pod względem wielkości kraju świata. Mogą się poszczycić najwyższym na kontynencie PKB na mieszkańca mierzonym parytetem siły nabywczej. Zaledwie nieco ponad 100 lat temu Argentyna zaliczała się do grona 10 najbogatszych państw świata, co widać szczególnie w Buenos Aires, nazywanym „Paryżem Ameryki Południowej”. Jak każdy naród, mają swoich bohaterów: Generała San Martina, wyzwoliciela spod władzy hiszpańskiej, czy Evitę, charyzmatyczną obrończynię najuboższych. Bardzo chciałaby do nich dołączyć obecna prezydentowa Cristina Fernández de Kirchner.
Mój znajomy z Buenos Aires lata 90. wspomina jako dobre czasy, kiedy argentyńskie peso było wymieniane na dolara w stosunku 1:1. Opowiada, jak korzystał z tego pozornego dobrobytu i z dolarami w kieszeni podróżował po świecie. Argentyna była wtedy najdroższym krajem kontynentu i turyści rzadko tu zaglądali. Wszystko zmieniło się w 2001 roku, kiedy ucieczka kapitału zmusiła rząd do zamrożenia kont w bankach. Na ulice wyległy tłumy, domagające się odejścia prezydenta Fernando de la Rúa. Argentyna nie była w stanie spłacać długów i zbankrutowała. Co prawda do końca 2002 roku ekonomia się ustabilizowała, ale nie wszystkie problemy zostały rozwiązane. Myślę tu o obligacjach skarbowych sprzed czasu ogłoszenia niewypłacalności. Były one skupowane od wierzycieli przez fundusze, które do dziś domagają się spłaty milionów dolarów.
Prezydentowa nazywa je „finansowymi sępami” i deklaruje, że nie zapłaci ani centa. Ale sępy krążą nad Argentyną i wyczekują chwili nieuwagi, żeby zaatakować. Taki moment miał miejsce 2 października 2012, kiedy argentyński żaglowiec Libertad (Wolność) został zaaresztowany w Ghanie przez sąd działający z powództwa NML Capital. Jest to fundusz, który domaga się zwrotu 370 mln dolarów i na poczet tego długu postanowił zająć statek. Był to ogromny cios dla dumnej Pani Prezydentowej, która wnet ogłosiła, że „mogą zabrać nasz okręt, ale nie odbiorą nam godności”. To jednak nie koniec historii. Argentyna zwróciła się do Międzynarodowego Trybunału Prawa Morskiego w Hamburgu, a ten nakazał Ghanie uwolnienie jednostki. Sędziowie stwierdzili, że żaglowiec należy do Marynarki Wojennej i trzeba go traktować jako okręt wojenny, który ma immunitet. Duma narodu została uratowana. Powrót Wolności do kraju, jak można się łatwo domyślić, był wielkim świętem. Statek witała sama Cristina w towarzystwie czołowych polityków i dziesiątek tysięcy Argentyńczyków. Do uczestnictwa zachęcały plakaty z napisem: „My wiatrem, Ojczyzna okrętem, Cristina Kapitanem”. Coś mi się zdaje, że Kapitana czeka sztorm, bo nad jej okrętem zbierają się czarne chmury.

Argentyńczycy okazują swoje niezadowolenie w bardzo specyficzny sposób. Organizują cacerolazo, czyli gromadzą się na ulicach i uderzają w garnki. Z pewnością żaden polityk nie lubi tego dźwięku. W 2012 roku Cristina wielokrotnie musiała wysłuchiwać bębniących garnków, bo powodów do niezadowolenia Argentyńczycy mają wiele. Wśród nich są korupcja, bezrobocie, czy znaczny wzrost przestępczości. Oficjalnie inflacja wynosi niecałe 10%, ale w rzeczywistości jest to około 25%. Aby chronić swoje oszczędności, Argentyńczycy kupowali dolary i w kraju zaczęło ich brakować. Rząd znalazł proste rozwiązanie – zabronić. Obecnie kwitnie handel na czarnym rynku, bo legalnie dolarów kupić nie można. Małe ilości są dostępne jedynie dla podróżujących za granicę. Sposobem na obejście przepisów było robienie zakupów w sąsiednich krajach i płacenie kartą kredytową, ale to już nieaktualne. Wprowadzono dodatkowy 15% podatek, a do tego każdy kupujący jest sprawdzany przez argentyński Urząd Skarbowy.
Argentyńczycy są dumnym narodem i nie podoba im się takie traktowanie. 2 miesiące temu w Calafate pewna Argentynka powiedziała mi tak: „Od kiedy Cristina przejęła władzę, majątek jej rodziny powiększył się dziesięciokrotnie. Dlaczego Urząd Skarbowy nie sprawdzi, skąd to mają? Kiedy Cristina ze świtą wracała z Nowego Jorku rządowym samolotem to miała tyle zakupów, że samolot musiał lecieć 2 razy, bo się nie zmieściły. Ona żyje w innym świecie i nie chce przyznać, że w kraju są problemy”
W 2011 roku Cristina po raz drugi wygrała wybory. Dostała 54% głosów. Wiele wskazuje na to, że wzorem Hugo Chaveza z Wenezueli może zmienić konstytucję, która ogranicza ją do dwóch kadencji i pozostanie u władzy na dłużej. Ma duże poparcie wśród najuboższych, bo jej populistyczna polityka uderza najbardziej w klasę średnią. Z wielką determinacją walczy (słowami) o Falklandy, wyspy położone na południowym Atlantyku, niecałe 500 km od wybrzeży Argentyny. To brytyjskie terytorium zamorskie jest przedmiotem ostrych sporów z Argentyną, która nazywa je Malwinami i uważa za swoje. Nie wiem, kto ma rację. Oba kraje przedstawiają zupełnie inną wersję historii. Ale wiem, że jeśli Argentyna chce mieć jakiekolwiek szanse, to musi być silna gospodarczo. Jak na razie, rząd nawet nie przyjmuje do wiadomości, że w gospodarce źle się dzieje.
Bardzo lubię Argentynę i jej mieszkańców. Będę im kibicował w tym nowym, 2013 roku. W końcu jest to jedyne państwo na świecie, gdzie Dzień Polskiego Osadnika jest świętem narodowym.

Argentyna na zdjęciach

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s